PL DE UA

Pochwała archiwum. List Jerzego Giedroycia do Mariana Pankowskiego

 

Trudno opowiedzieć historię wpływu. Bez bezpośredniego dostępu do wydarzenia, bez świadectw i dokumentów pozostają domysły, skazani jesteśmy wsłuchiwać się w intuicję, którą łatwo oddalić jako wnioskowanie bez poparcia innego niż to umocowane w „głębokim przekonaniu”. Można, oczywiście, indagować uczestników, jeśli żyją. Jednak w tym przypadku główni aktorzy terminalnie są poza zasięgiem. Pozostają natomiast archiwa, bogate archiwa Instytutu Literackiego „Kultura” w Maisons-Laffitte, które dzięki tworzącym je „papierom”, przez ponad pięćdziesiąt lat skrupulatnie gromadzonym przez Jerzego Giedroycia i Zofię Hertz - najpierw w redakcji przy przy avenue Corneille a później avenue de Poissy, umożliwiają zapuszczenie sondy w przeszłość. 

W tym roku mija ćwierć wieku od śmierci Jerzego Giedroycia (ur. 1906): współtwórcy i redaktora naczelnego miesięcznika literackiego „Kultura” (1947-2000) - prawdopodobnie najważniejszego projektu czasopiśmiennego w Europie drugiej połowy XX wieku. Kontestując światopoglądowe podstawy zarówno emigracyjnego rządu polskiego w Londynie, jak i sprzyjających Sowietom polskich komunistów z Warszawy, znalazł się Giedroyc wraz z Instytutem w trudnym położeniu.

Wciąż trudno uwierzyć, że czasopismo literackie będące w permanentnym kryzysie finansowym potrafiło przetrwać (637 numerów!) i zorganizować wiele projektów literacko-politycznych, skupiając wokół siebie najważniejszych pisarzy, nie tylko polskich, ale i europejskich (m.in. Albert Camus, George Orwell). 

Jednym z tych, którzy aspirowali do pozostawania w orbicie „Kultury” był Marian Pankowski (ur. 1919), który po wyzwoleniu przez Brytyjczyków niemieckiego nazistowskiego obozu koncentracyjnego w Bergen-Belsen nie wrócił do komunistycznej Polski, osiadając w Brukseli. W czasie, z którego pochodzi prezentowany tu list, Pankowski nadal był przede wszystkim poetą, tłumaczem i krytykiem literackim, którego kariera na Université Libre de Bruxelles (profesurę uzyskał w 1974) i asymilacja (obywatelstwo otrzymał w 1957) miarowo się rozwijały. Regularnie publikował w czasopismach literackich polskiej emigracji i współpracował ze środowiskiem francuskojęzycznych pisarzy skupionych wokół magazynu „Le Journal de Poètes”, jednak szybko zorientował się, że Belgia będzie pozostawać na marginesie życia kulturalnego polskiej diaspory a on sam znajdzie się w literackim limbo. Redagowany przez Giedroycia miesięcznik, zyskujący prestiż i międzynarodowe uznanie, wydawał się zatem idealnym miejscem, które wabiło autorów możliwościami publikacji nowych tekstów oraz dopływem czytelników. Ale przynależność do środowiska „Kultury” również nobilitowała, tu przecież publikowali Gustaw Herling-Grudziński, Witold Gombrowicz i Czesław Miłosz. 

Giedroyc wciągnął Pankowskiego na pokład w 1953 roku. Współpraca z miesięcznikiem szybko uzyskała regularnie intensywny rytm, umożliwiający Pankowskiemu artystyczne dojrzewanie. Kontakt z Giedroyciem okazał się na tyle inspirujący, że doprowadził - wbrew intencji Redaktora - do artystycznej metamorfozy Pankowskiego, której najczytelniejszym znakiem jest wydana w 1959 roku powieść Matuga idzie. Po tej dacie Pankowski dokonana podwójnego zerwania, z poezją i z „Kulturą”. 

Postępująca izolacja Polski (i całej Europy Środkowej znajdującej się pod butem Stalina), będąca pokłosiem doktryny stalinizmu (1948-1956), kiedy Polska Rzeczpospolita Ludowa przeistaczała się w państwo totalitarne na wzór ZSRR, skłoniła Giedroycia do rozszerzenia politycznego charakteru projektu literackiego jakim była „Kultura”. W jego ramach literatura posiada wywrotową, niebezpieczną moc, która umożliwia zmianę panujących porządków społeczno-politycznych: rozszczelnienie monokultury ukorzenionej w realizmie socjalistycznym z jednej, a nacjonalizmie z drugiej strony może się wydarzyć jedynie poprzez wprowadzenie różnicy, przywołanie tego co inne, co niejednorodne i zmieszane.

Dlatego w myśleniu Giedroycia ważną miejsce zajmował przekład i międzynarodowy obieg literatury, do którego kultura polska należała od wieków. Krótko mówiąc, stawka projektu „Kultura” była ultymatywna: nie mamy czołgów, dlatego do politycznej zmiany, do wydobycia Europy Środkowej z bloku komunistycznego potrzebna jest literatura, kształtująca społeczne i narodowe imaginaria, wpływająca na indywidualną świadomość. Literatura i czas - długie trwanie, kropla drążąca skałę.  

Pankowski z entuzjazmem przyjął pomysł Redaktora, aby zainicjować bibliotekę przekładów z literatur europejskich. Przeprowadził rekonesans wśród belgijskich przyjaciół oraz pracowników uniwersytetu, typując do przekładu dramat awangardysty Michela de Ghelderode. Hop Signor w tłumaczeniu Pankowskiego ukazał się w „Kulturze” w listopadzie 1956 roku. Pankowski, inspirowany przez Giedroycia, nie ograniczył się do bycia z tekstem; w 1955 roku odwiedził de Ghelderode w jego brukselskim mieszkaniu. Długie współżycie z tekstem oraz bezpośredni kontakt z belgijskim pisarzem miały fundamentalny wpływ na biografię twórczą Pankowskiego. „Wracamy, relacjonował Krystynie Rucie-Rutkowskiej, do Michela de Ghelderode, czyli do budzenia u młodego Polaka danych wyobraźni, które na pewno istniały jeszcze w rodzinnym Sanoku, ale były przypuszczalnie przytłumione wychowaniem katolickim, to znaczy ulegały onieśmieleniu. Które zostały przebudzone, uzyskały prawo wyrazu, dzięki Michelowi de Ghelderode – chodzi mi o język, o losy; nieokastrowane losy mężczyzny i kobiety”. 

Kontakt z czymś diametralnie innym i osobliwym uruchomił w pisarzu artystyczną inwencję - jej widomym znakiem pozostaje powieść Matuga idzie, której Giedroyc opublikować nie chciał:

 „Wydaje mi się - pisał Giedroyc w liście z 7 marca 1958 - przestylizowana i dla mnie przynajmniej, niejasna. Jest to trochę Celine, trochę Zegadłowicz, trochę spowiedź dziecięcia wieku. Przy tym za dużo scen erotycznych i różnych słówek – to jakoś nie leży widocznie w polskim języku literackim, tak jak we francuskim. Jest to możliwe jedynie w literaturze typu Hłaski, gdzie język jest bardziej cytowanym dokumentem z życia niż transpozycją literacką. Jest szereg ustępów, które mi się bardzo podobają. Poza słowem do czytelnika widziałbym tu Czarną ulicę, Podróż Władzia Matugi, Wjazdu Tego, Czerwoną sól. W sumie jednak nie widzę możliwości wydania Pana książki. Przy naszych stosunkach wolę powiedzieć Panu swoje zdanie bez obsłonek, niż ubierać je w jakieś frazesy”. 

Opinia Redaktora zaskoczyła Pankowskiego; ten gest odebrał jako odrzucenie potransformacyjnej poetyki, nowej wizji literatury. Poczuł się niezrozumiany i niedoceniony. Dopiero po latach dostrzegł siłę inspirującego wpływu Redaktora.

Taka jest jego mierzalna historia.

 

*

List Jerzego Giedroycia do Mariana Pankowskiego; maszynopis A4. Ołówkiem naniesione nawiasy kwadratowe: na marginesie górnym personalia adresata [Marian Pankowski], na marginesie prawym data roczna [1953].

 

27 październik [1953]

 

Drogi Panie

 

piszę do Pana z naprawdę ciężkim sercem [,] choć bez winy. François Bondy1, redaktor „Preuves”2 [,] któremu dałem teczkę z Pana przekładami z propozycją zainteresowania antologią [,] zgubił ją w taksówce [,] tzn. zostawił w swojej tece. Poszukiwania w biurze rzeczy zgubionych nie dały rezultatu [,] może dlatego [,] że teka Bondy’ego była zbyt łakoma. To że to jest duża strata dla Bondy’ego nie zmienia faktu [,] że to musi być wielka strata dla Pana. Czy ma Pan odpis? Muszę powiedzieć [,] że w czasie mojej długoletniej działalności wydawniczo[-]red.[aktorskiej] spotyka to mnie po raz pierwszy.

Pana szkic o Haglelstange3 i przekład zamieściłem w nrze listopadowym [,] który już jest na maszynach i będzie w przyszłym tygodniu ekspediowany. Niech Pan zwróci uwagę na wiersz Danuty Bieńkowskiej4. Nie znam tej młodej osoby [,] ale wydaje mi się [,] że to jest talent (mimo całej wpływologii Lorci5).

Przy okazji chcę prosić Pana o radę. Coraz gwałtowniej postępujący prowincjonalizm zarówno kraju [,] jak i emigracji [,] nasunął mi projekt zmontowania bibliote[ki] przekładów współczesnej literatury europejskiej. Ponieważ znalezienie mecenasa na tego rodzaju imprezę jest beznadziejne [,] chcę spróbować [-] wykorzystując różne kontakty i stosunki [-] postarać się [,] by poszczególne kraje europejskie sfinansowały przekład i wydanie dwóch książek ze swej narodowej literatury. Rozpoczynam starania jednocześnie w Anglii, Francji, Stanach Zjednoczonych i Niemczech. Zgodę a nawet propozycje niemieckie już mam [,] ale nie mogę od tego zacząć. Liczę też na Szwecję. Ponieważ przyjaźnię się z Anatolem Mühlsteinem6 [,] który ma pewną sytuację w Belgii [,] a pozatem ma tam swoje kontakty Kongresu Kultury [,] chcę opukać Belgię. Nie orientuję się w tamtejszych stosunkach kompletnie. Czy mógłby mi Pan poradzić [,] jakie instytucje czy ludzi należałoby zainteresować (tzn. ściśle mówiąc spróbować zainteresować) a przede wszystkiem [,] czy mógłby Pan poradzić, jakie książki warto zasugerować. Idzie jednak [,] by były to rzeczy naprawdę na poziomie. Literatury belgijskiej właściwie nie znam. Cenię Pirenne7, ale to historyk, Plivier8 uważam za słabego. Chyba Ghelderode9 [,] ale to są sztuki sceniczne? Bardzo będę wdzięczny za rady i to możliwie szybko [,] gdyż chciałbym jak najprędzej się zorientować [,] czy cały projekt ma szanse, czy trzeba go będzie odłożyć ad acta jak wiele innych. Jako szczegół techniczny (który zainteresowanych może trochę obchodzić) książki byłyby zmatrycowane tak [,] by w razie zmiany sytuacji można było z miejsca robić nakład na kraj a pozatem zawsze kilkaset egz.[emplarzy] i tak by poszło do kraju. 

Do Belgii bym ewent.[ualnie] przyjechał z Czapskim [,] który jest naszym generalnym kwestarzem.

Czekam z niepokojem Pana listu i wiadomości [.]

Najlepsze pozdrowienia [.]

Dostałem od Pana kilka pism krajowych. Pisma te zresztą dostaję. 



 

1François Bondy (ur. 1915, zm. 2003); szwajcarski pisarz, dziennikarz i wydawca. Tłumacz (na język niemiecki) Emila Ciorana i Benedetto Croce. Wieloletni redaktor naczelny francuskiego miesięcznika „Preuves” (1951-1975).

2„Preuves”, wydawany w latach 1951-1975 w Paryżu francuskojęzyczne czasopismo o profilu polityczno-kulturalnym. Początkowo biuletyn, następnie miesięcznik, powstał jako publikacja Kongresu Wolności Kultury (Congress for Cultural Freedom) - antykomunistycznej, finansowanej przez CIA, organizacji zainicjowanej podczas światowego zgromadzenia intelektualistów w Berlinie dniach 26–30 czerwca 1950 roku.

3Rudolf Hagelstange (ur. 1912, zm. 1984) niemiecki poeta, powieściopisarz, eseista.

4Danuta Bieńkowska (ur. 1920, zm. 1992); polska pisarka, eseistka, tłumaczka literatury rumuńskiej.

5Federico García Lorca (ur. 1898, zm. 1936); hiszpański poeta i dramaturg. Przedstawiciel Pokolenia 27. Jeden z najwybitniejszych przedstawicieli hiszpańskiej literatury XX wieku. Zamordowany podczas wojny domowej w Hiszpanii przez prawicową bojówkarzy.

6Anatol Mühlstein (ur. 1889, zm. 1957); polski dyplomata, wydawca i publicysta.

7Henri Pirenne (ur. 1862, zm. 1935); belgijski historyk mediewista, członek Belgijskiej Królewskiej Akademii Nauk.

8Theodor Plievier (ur.1892, zm. 1955); niemiecki pisarz, znany z trylogii Stalingrad, Moskwa i Berlin, opisującej rywalizację na froncie wschodnim podczas II wojny światowej.

9Michel de Ghelderode (ur. 1898, zm. 1962); belgijski dramaturg  awangardowy, prozaik i poeta tworzący w języku francuskim. Zaliczany do  czołowych przedstawicieli awangardy XX wieku. W efekcie wyświetlonej  przez Jerzego Giedroycia koncepcji Marian Pankowski przełożył na język  polski dramat Hop Signor, który ukazał się w nr 11/1956 "Kultury".

 

*

Dzięki uprzejmości Wojciecha Sikory, dyrektora Instytutu Literackiego, mogłem w 2011 roku zapoznać się z całością zgromadzonej tam korespondencji Jerzego Giedroycia z Marianem Pankowskim. W tym miejscu dziękuję Dyrektorowi oraz pracownikom Instytutu Literackiego „Kultura” za udostępnienie dokumentów oraz przyjęcie i wsparcie. Osobne podziękowania - za życzliwą przychylność dla pomysłu prezentacji tego fragmentu korespondencji Redaktora - kieruję do Prezes Stowarzyszenia Instytut Literacki „Kultura”, Pani Anny Bernhardt.