„Utopia” – od greckiego οὐ („nie”) oraz τόπος („miejsce”) – znaczy dosłownie „miejsce, które nie istnieje”. Warto jednak pamiętać, że Tomasz Morus, twórca tego słowa, zawarł w nim sprytną brzmieniową dwuznaczność. „Utopia” brzmi bowiem niemal tak samo jak „eutopia”, czyli – od εὖ („dobry”) i τόπος („miejsce”) – „miejsce dobre”, a więc idealne czy doskonałe. Nie wiemy zbyt dużo na temat poczucia humoru Morusa (nawiasem mówiąc: świętego Kościoła katolickiego), ale utopijno-eutopijna dwuznaczność podpowiada, że mogło mieć wyjątkowo sarkastyczny odcień. Humor – zwłaszcza czarny – to królestwo sceptyków. Tomasz Morus musiał wiedzieć (albo chociaż przeczuwać), że utopia to miejsce idealne wyłącznie w tym sensie, że nierzeczywiste. Dobre, bo zmyślone. Doskonałe, dopóki nie istnieje.
Historia dostarczyła chyba wystarczająco wiele dowodów na to, że Morus, wskazując na ironiczną dwuznaczność utopii, wykazał się proroczą przenikliwością. Bohaterowie dziejów, którzy wzięli na serio utopijne fantazje, prędzej czy później zamieniali się w krwawych antybohaterów, sarkastyczny humor przeistaczał się w (dosłownie) śmiertelną powagę, a sen o doskonałym społeczeństwie przeobrażał się w koszmar. Słowem: każda utopia, kiedy tylko przestawała być fikcją, niepostrzeżenie stawała się realną dystopią.
Nasza współczesność również cierpi na nadmiar dystopijnej realności. Wojny, ludobójstwo, wyścig zbrojeń, wyzysk, pandemia, katastrofa ekologiczna, migrancka nędza, rozkład demokracji w narastającym populizmie. Znaleźliśmy się niewątpliwie na mrocznym biegunie utopijnej dialektyki. Zabrnęliśmy tam zresztą na tyle daleko, że powszechne stało się przekonanie o „śmierci utopii”, a niektórzy myśliciele widzą dla naszego pozbawionego przyszłości świata jedyny ratunek w niezwłocznym wznowieniu wysiłku utopijnego myślenia. Czy można jednak wymknąć się sceptyczno-sarkastycznej dialektyce Morusa? Czy da się pomyśleć taką utopię, która w rzeczywistości nie stanie się dystopią?
W nowym numerze „Radaru”, którego temat brzmi „Utopia/Dystopia”, stawiamy sobie – i Czytelnikom – pytanie właśnie o tę utopijno-dystopijną dialektykę. „Radar” to czasopismo literackie, więc kwestia ta interesuje nas oczywiście przede wszystkim w kontekście literackim – myślimy o niej zarówno w najszerszym odniesieniu do literatury, jak i „poprzez” samą literaturę, która stanowi niewątpliwie najważniejszy wehikuł utopijno-dystopijnych opowieści oraz spekulacji.
Wybór ten nie jest jednak podyktowany wyłącznie charakterem naszego czasopisma. Na rzecz szczególnych walorów „literackiego” – a nie np. historycznego czy politycznego – myślenia o utopii przemawia z pewnością wiele powodów, które – mamy nadzieję – będą stopniowo odsłaniać się w trakcie lektury tego numeru. Wymieńmy zatem tylko jeden z nich, który z pozoru może wydawać się błahy. Pisarze zawsze mają więcej – choćby miało być najczarniejsze – poczucia humoru niż politycy czy ideolodzy, w związku z czym są dużo bardziej wyczuleni na dialektyczne pułapki.
W imieniu redakcji
Paweł Łyżwiński