[poezja]
-
na ulicy Gołębiej z okien spływał deszcz jakiś człowiek sprzedał swojemu psu wolność zszedłem nad morze nie było go tu a jakoby było
-
dla Jana Wagnera u początku nocy dzień płonące światła, opierasz stopę na ufności głębokiego pokoju kto tu śpi koło kogo, kto z kim, zapomni mgła & jej mąż, ukochana żona skrzy się, blednie
-
pod koniec ona płakała...na ekranie leżał żółtawy śnieg,bardzo podobny do chlorui było takie wrażenie, jakby bóg dezynfekował ziemię,jak sprzątaczka publiczny szalet.
-
dzień po prostu się zaczynał ja po prostu siedziałem przy barze i paliłem nachlanemu kelnerowi urwał się film i leżał sobie facjatą w talerzu z jakimś gównem ona tańczyła wszystkich innych, chwała bogu, po prostu nie było...
-
Prawie jestem uwięziony, jestem uwięziony, jestem nieuratowany, jestem zamknięty. (Śpiew bongo pod wodą).
-
Z ulicy przez okno widzę, jak mama stoi przy zlewie w płonącym domu, sama płonąc od dobrej chwili, niedużo z niej zostało, właściwie sam profil. Minie trzydzieści lat i moja córka będzie przez okno z ulicy podglądać jak płonę w płonącym domu. Nawet nie wiem, czy będzie już...